Ostatnie Wpisy

Dzień 4 28. września 2008 23:21:00 Komentarze (0)

- Dziękuję Ci moja żono za wsparcie, I Tobie Maat także za to co mi objawiłaś. Dzięki wam obu wiem kim są fałszywi bogowie. Już nigdy im nie zaufam. Muszę jednak znaleźć kogoś, kto pomoże mi z nimi walczyć. Poza wami oczywiście. Nie wiem czy mogę liczyć na Egipcjan, czy pójdą za mną. Miałem tego przykład na radzie. Niestety. - Zwiesił głowę w geście bezradności.

- Nie martw się Ramzesie. Wiem, że przez chapai ktoś przybył i nie byli oni podobni do Twoich poddanych. Oni nam pomogą. Musimy ich tylko znaleźć.

- Czy wiesz gdzie ich szukać?

- Niestety nie. Wiem, że szli w stronę Nilu, ale ślad po nich zaginął. Tylko Ty możesz ich znaleźć. Na Twój rozkaz przeszukane bedą wszystkie wioski.

Tymczasem w jednej z wiosek.

- Którędy mamy iść by dotrzeć do stolicy? - Spytał władczo Teal'c wójta wioski.

- Z biegiem rzeki dwa dni marszu na północ. Później prawym rozwidleniem. Po trzech dniach dojdziecie do kolejnego rozwidlenia. Tym razem trzeba w lewą stronę się udać. Ale nie wiem po co piechotą iść skoro można statek wynająć, który was do celu zabierze?

- Nie twoja sprawa. Mamy swoje powody.

- No tak panie. Nie mnie się wtrącać w sprawy bogów. Jak już powiedziałem potem lewą odnogą trzeba iść kolejne trzy dni a staniecie u wrót Piramesse.

- Przygotujcie więc wodę i żywność na tydzień marszu. - Rozkazał Jaffa i wyszedł z domu wójta.

- No i co? - Spytał O'Neill gdy przyjaciel wrócił do pozostałych.

- Wiem gdzie iść by dotrzeć do stolicy Ramzesa. Dostaniemy też prowiant na drogę. Proponuję iść nocą i spać w dzień w ukryciu. Tak będzie bezpieczniej.

- Muszę Ci zaufać - stwierdził dowódca. - Już nie raz ratowałeś nam tyłki a tu bardziej się przyda Twoja wiedza i doświadczenie. Daniel jest raczej jak wrzód na tyłku, bo ciągle oglada jakieś grobowce i malowidła. Nie wiem w czym ma nam to pomóc. A Sam .... Ech, jej w głowie tylko równouprawnienie panujące w tej kulturze.

Teal'c skinął tylko głową w odpowiedzi przyznając Jackowi rację.

Kilka godzin później zaopatrzeni w wodę i żywność wyruszyli na północ. Zaczęło się zmierzchać i powoli zapadały słynne egipskie ciemności. Nie mogli używać latarek z braku zapasowych baterii. Mogą się im później bardziej przydać. Szli więc po omacku aż do wzejścia Księżyca. Wtedy ruszyli pewniejszym krokiem przed siebie.

Dzień 3 19. września 2008 19:15:00 Komentarze (0)

SG-1 spędzili kilka dni w wiosce, do której dotarli. Byli traktowani po królewsku, ale w końcu zaczęło ich to nudzić. Musieli zebrac informacje czy w tym czasie istnieją Goa'uldzi i gdzie ich szukać.

 

Tymczasem w stolicy Ramzes przechadzał się po swoim gabinecie. Dzisiejsza sesja Rady królewskiej nie przyniosła spodziewanych przez króla rezultatów. Starał się zachować spokój jednak przychodziło mu to z coraz większym trudem. Już podejmował być może zgubna dla kraju decyzję gdy weszła jego żona Nefertari. Ta piękna i mądra kobieta była jego żoną znacznie dłużej niż on sam był faraonem. Kochał ją szaleńczo, a jego uczucie jeszcze wzrosło gdy dowiedział się kim jest naprawdę. Była nie tylko Nefertari - człowiekiem, była także wcieleniem bogini, która niosła ze soba dobro i prawo, bez którego Egipt nie mógł się obejść. Nefertari była Maat. Maat była inna od pozostałych bogów. Nie żądała życia jak Anubis, nie była mściwa jak Seth, nie była przekupna jak Ozyrys ani jak Izyda pozbawiająca wzroku. Krwiożerczość Sechmet też była jej daleka jak i dążność do rozmnażania za wszelką cenę Hathor. Wyglądało to tak, jakby Maat należała do innego gatunku niż pozostali bogowie, w imieniu których rządził Ramzes. Faktem jest, że to Ozyrys namaścił go na króla, ale widział, że nie jest to całkowicie samodzielna decyzja. Widział w tym rękę Anubisa. Chociaż bogowie nosili ludzkie ciała to byli nieśmiertelni. Brali kolejnych ludzi do latających piramid, a ci nigdy już nie powracali. Przynajmniej nie byli już tymi samymi ludźmi. Ich oczy świeciły się a głos niski jakby echo niosło w pustych komnatach. Maat też tak mówiła, ale pozwalała też mówić Nefertari. Królowa miała całą wiedzę Maat i obie kochały Ramzesa jakby były jednym. Obie miały do niego zaufanie dlatego był jedynym człowiekiem znającym prawdę o bogach. Tylko on wiedział, że bogowie sa w rzeczywistości gatunkiem wywodzącym się z innej planety. Poznał też historię bogów. Kiedyś nie byli źli. Ale odkryli, że znacznie dłużej mogą przetrwać w ciałach innych gatunków. Tak zniewolili inny gatunek z własnej planety - U'nasów. Później odkryli obce technologie i wyruszyli w kosmos. Gdy natknęli się na ludzi wieki wcześniej porwali ich aby im służyli jako robotnicy, żołnierze i nosiciele. Tak powstała nowa rasa ludzka - Jaffa. Uzależnili ich od siebie czyniąc inkubatorami. Przez wieki Jaffa nie wiedzieli, że oba gatunki zależą od siebie wzajemnie. Bogowie nie przetrwaliby bez Jaffa i odwrotnie. Nie przypuszczali nawet, że w przyszłości niewolnicy to zrozumieją i zrzucą jarzmo. Wracajmy jednak do Ramzesa.

Już podejmował decyzję gdy weszła jego żona.

- Co cię tak trapi Wasza Królewska Mość? - Spytała miękko.

- Wiesz jak się skończyły obrady Rady. Myślałem o zwolnieniu tych tchórzy. Może ktoś bardziej mi oddany poparłby mnie. Musimy się pozbyć fałszywych bogów z naszej ziemii.

- To prawda, musimy się ich pozbyć, ale tak by ludzie nigdy się nie dowiedzieli kim byli naprawdę. - Pochyliła głowę. - Pomogę ci jak tylko umię, bo sama nie moge patrzeć na ich bezeceństwa. - Stwierdziła Maat.

- Czy jest we wszechświecie więcej takich jak ty?

- Oczywiście, że tak. Próbujemy walczyć wszędzie gdzie tylko ich znajdziemy. Chcemy koegzystować z ludźmi a nie ich zniewalać. To korzystne dla obu stron. Ale dobrze wiesz Ramzesie, że przyczyną są sarkofagi. Gdyby nie one to nie byliby źli. Nie rodziliśmy się źli, ale źli się staliśmy. Część z nas sie nie poddała i teraz walczymy ze sobą.

Dzień 2 15. września 2008 09:29:00 Komentarze (0)

Nad ranem dotarli do rzeki. Jack poszedł się rozejrzeć a reszta ukryła się za wydmą. Nie było go całe 10 minut. Gdy wrócił odnalazł resztę drużyny tam, gdzie ich zostawił.

- W zasięgu 5 minut drogi nie widać nikogo. Możemy spokojnie iść dalej - stwierdził. - Tylko, w którą stronę? Danielu?

- Powinniśmy być niedaleko Memfis. Jeśli pójdziemy z biegiem rzeki na pewno trafimy na jakąś wioskę albo nawet miasto. Im bliżej ujścia tym więcej gospodarstw było nad brzegiem. W górę Nilu większość ziemi należało do świątyń.

- Idziemy w dół - zadecydował O'Neill. - Może wreszcie kogoś znajdziemy.

Po 3 godzinach marszu z daleka ujrzeli ludzi pracujących na polu. Nigdzie w pobliżu nie było widać żadnych zabudowań. Zarówno Jack jak i T'ealc zdwoili czujność. Nie mieli pojęcia czego się spodziewać. To uczucie było im dotychczas obce więc ogarnęła ich lekka panika. Byli jednak wojownikami, którym nic nie jest straszne. Jack złapał za rękojeść noża. Ludzie na polu nie zwracali na nich najmniejszej uwagi. Chwile przypatrywali się ścinaniu pszenicy za pomocą sierpów. Nagle Sam uderzył pewien szczegół. Sierpy były z metalu. Nabrała ochoty by się im przyjrzeć. Do tej pory uważano, że metalowe narzędzia nie były dostępne prostym chłopom. Widok połyskujących w słońcu ostrzy był zaskakujący.

- Danielu - trąciła łokciem stojącego obok archeologa. - Widzisz to co ja? Czy mi się zdaje, czy te narzędzia są metalowe?

- Nie zdaje się pani, majorze - odparł szeptem. - Ten widok burzy całą moją wiedzę na temat technologii stosowanej w tym okresie. Czas jednak najwyższy zasięgnąć języka. Może się uda obejrzeć takrze te narzędzia.

Daniel powoli zbliżył się do pracujących. Starał się iść jak najgłośniej by ich nie przestraszyć. Gdy był zaledwie o 2 metry jeden z ludzi podniósł się i odwrócił. Daniel ujrzał w jego oczach strach.

- Beduini! - Krzyknął człowiek. - Uciekajcie!

Daniel złapał go za rękę. Człowiek próbował się wyrwać jednak chwyt był dostatecznie silny.

- Nie bój się - starał się uspokoić człowieka jednocześnie odsłaniając twarz. - Nie bój się, nic wam nie zrobimy. Chcemy się tylko czegoś dowiedzieć.

- Ja... My... Nic nie wiemy - wyjąkał tubylec spuszczejąc wzrok.

Od dawna było wiadomo, że beduinom nie wolno patrzeć w oczy. Traktują to bowiem jak wyzwanie do walki. Kto patrzy Beduinowi w oczy ten jest już martwy.

- Spójrz na mnie - rozkazał Daniel. - Przyjrzyj się mojej twarzy. Czy ja wyglądam jak Bediun?

- Nie, panie - przerażony zerknął zaledwie na archeologa.

Reszta drużyny otoczyła chłopa uniemożliwiając mu ucieczkę.

- Mogę cię puścić? Nie bedziesz uciekał? - Pojednawczym tonem spytał Daniel a chłop kiwnął głową.

Gdy tylko poczuł, że doktor rozluźnił chwyt natychmiast rzucił się do ucieczki. Nie udało mu się, bo T'ealc czuwał. Złapał uciekiniera za kostkę w ostatniej chwili jednak przez to rozluźniły mu się węzły turbana i materiał zsunłą się na ziemię. Przez ułamek sekundy chłop widział jego znamię na czole. Wtedy padł na ziemię plackiem i starał się nawet nie oddychać.

- Bogowie, wybaczcie - szeptał w kółko. - Wybaczcie i nie zabijajcie. Nie wiedziałam kim jesteście.

Daniel spojrzał na T'ealca porozumiewawczo.

- Wstań i odpowiadaj na pytania - rozkazał Jaffa.

Chłop posłusznie wstał lecz nie śmiał podnieść wzroku na żadne z nich.

- Który faraon teraz panuje i który to rok jego panowania? - spytał Daniel.

- Panie, faraon Ramzes, drugi tego imienia a to jego 5 rok panowania - odparł cicho.

- Prowadź nas do swojej wioski - zarzadził T'ealc - i nakarm nas.

Biedny chłop posłusznie ruszył w stronę wioski. Nie wiedział, że spotkał własnie na swej drodze najlepszych swoich przyjaciół. Bał się człowieka ze złotym znakiem. To znak boga Apofisa. A Apofisowi nie wolno niczego odmawiać. Dlatego posłusznie wypełniał każde polecenie. Zaprowadził tę czwórkę do wójta. Ten także przeraził się przybyszy. Chociaż wygladali jak mieszkańcy tej krainy to jednak róznili się. Mieli bladą skórę jakiej nie miał żaden inny człowiek w Egipcie. Kobieta, która z nimi była wyglądała władczo i miała zadziwiająco jasne włosy obcięte w dziwną fryzurę. Wprawdzie w Egipcie kobiety goliły głowy to jednak żadna z nich nie miała tak dziwnej fryzury, nie wspominając o kolorze włosów. Niektórzy miewali jasne włosy, ale nie do tego stopnia. Musiała być nie z tego świata, musiała mieć do czynienia z bogami, może nawet z samym Apofisem, którego znak nosił jeden z tych ludzi. Mieszkańcy wioski w szalonym tempie dowiedzieli się o przybyszach i blady strach padł na nich wszystkich. Czego chcieli od nich bogowie? Czy przyszli aby ich ukarać? Jeśli tak to cóż złego zrobili? Postanowili spełnić każde życzenie przybyszy i szczerze odpowiedzieć na każde pytanie. Strach był lepszym serum prawdy niż tortury.

Dzień 1 14. września 2008 16:38:00 Komentarze (0)

- Ciekawe gdzie jesteśmy - powiedział O.Neill.

-Nie tyle gdzie ale kiedy - sprostował Daniel a T'eac kiwnął głową potakując. - Musimy się teraz przebrać i zobaczyć kiedy jesteśmy. Ciekawe czy udało nam sie trafić tam gdzie planowaliśmy. W końcu czasy przed zakopaniem wrót mają dosyć sporą długość.

Przebrali sie szybko a własne mundury zakopali w piasku w pobliżu konsoli sterującej. Niestety nie mogli za sobą zabrać broni palnej, ale jedynie noże. Ukryli je w fałdach długich tunik. Nawet Daniel nie był pewien czy ich stroje są odpowiednie do epoki, bo na wszystkich grobowcach ludzie byli ukazywani w krótkich spódniczkach z fartuszkiem. Ale plebs mógł się ubierać inaczej. Poza T'ealciem wszystkich zdradzała bladość skóry więc dla niepoznaki włożyli turbany i zakryli twarze. Mogli uchodzić za Beduinów, którzy już w starożytności stanowili problem dla państwa faraonów. Czy jednak są w odpowiednim czasie? Musieli dojść do jakiejś wioski i zasięgnąć języka. Na szczęście Daniel doskonale władał staroegipskim. Musieli sprawdzić gdzie są, ale tutaj GPS nie dział. Sam użyła narzędzie niewiele młodszego od cywilizacji Egipskiej - sekstansu.

- Musimy iść na wschód - stwierdziła. - Tam powinien być Nil. Idąc wzdłuz niego zapewne natkniemy się na ludzi i zasięgniemy języka. Nie wiem tylko jak to daleko, ale mysle, że do jutra dojdziemy.

Ruszyła pierwsza, a reszta drużyny poszła za nią. Daniel powtarzał pod nosem słówka. Dawno nie używał tego języka, bo nawet na Abydos władali odmianą staroegipskiego, a do tego nauczył ich angielskiego. Pułkownik myślał o grożących im niebezpieczeństwach ze strony zarówno tubylców jak i Goa'uldów, a T'ealc o swojej przeszłości. Czy spotka sie znów z Apofisem? W końcu to czasy kiedy jeszcze nie było go na świecie nie mówiąc o jego ojcu. Być może w czasach, do których trafili nie istnieli nawet Jaffa. Tylko Sam była pełna optymizmu. Szła rażnym krokiem wiedząc, że jej ojciec i inni Tok'ra są bezpieczni. Władcy planet zniknęli a ich czwórka walnie sie do tego przyczyniła usuwając kilku z nich. Jednak jej myśl nagle sie zmąciła. A co będzie jesli ich przybycie do tego czasu spowoduje paradoks dziadka? Jeśli zmienią chociaz jedno wydarzenie z własnej historii może się ona potoczyć zupełnie innym torem.

Wstęp 13. września 2008 15:55:00 Komentarze (0)

W 1920 roku znaleziono w Egipcie dziwny artefakt. Była to obręcz z nieznanego materiału, którego nikt nie umiał powielić. Materiał nie był ani minerałem ani metalem. Czymże więc był?

Obręcz była przykryta ściśle dopasowanymi płytami z piaskowca. Do czego więc miała ta obręcz służyć? Czemu ja zakopano? Pytania te dręczyły wiele pokoleń naukowców. Na obwodzie widniały dziwne znaki, którch nie znał nikt. W końcu w 1941 roku udało się dociec do czego to COŚ służyło. Urządzenie nazwano "Gwiezdnymi wrotami". Nie wiadomo dokąd prowadziły, ale nadajnik wrzucony w wodny wir zniknął w dalekiej odchłani. Nie udało się namierzyć sygnału inaczej niż przez wir. Musiał więc być daleko.

Wojsko postanowiło wysłać człowieka. Ernest zgłosił się na ochotnika i przeszedł na drugą stronę. Nigdy wiecej nie powrócił na Ziemię i słuch wszelki po nim zaginął. Minęło kilkadziesiąt lat ale nie zaniechano tak do końca pracy nad wrotami. Jednak potrzebowano kogoś, kto odczyta znaki. 

Daniel Jackson był dobrze zapowiadającym się, młodym archeologiem. Dobrze znał starożytne języki, a do tego natura nie poskąpiła mu zdolności lingwistycznych. Uczył się wszystkiego co popadło w tempie doprawdy zawrotnym. Do tego potrafił pojąć nieznane języki. Zespół wrót potrzebował kogoś takiego. Daniel miał jednak pewną wadę, która dyskwalifikowała go, jako archeologa, w naukowym światku. Głosił herezyjne poglądy o pochodzeniu ludzkości. Zwerbowano go do zespołu by odczytał znaki. Gdy mu się to udało został włączony do drużyny. Tak też został jedynym cywilem wśród wojskowych.

Samantha Carter była doktorem fizyki. Jej ojciec marzył by została astronautą. Przez niego wstąpiła do wojska i została pilotem. Jednak armii bardziej przydawała się jej wiedza. Została dopuszczona do tajnego projektu. Jej wiedza posłużyła do zlokalizowania innych światów.

Jack O'Neill był typowym twrdogłowym wojskowym. Tragedia jaką przeżył zmieniła jego podejście do wojska i broni. Generał Hammond ściągnął go do zespołu, bo potrzebował człowieka, który się nie cofnie przed niczym. Człowieka, który potrafi wybrnąć z trudnej sytuacji i przeżyć w ogniu walki.

Ostatnim członkiem drużyny był T'ealc. Jaffa, który zbuntował sie przeciwko swojemu "bogu" Apofisowi. Jaffa kiedyś byli ludźmi, ale wieki zależności od Goa'uldów zmieniły ich fizjologię. Wpływ na T'ealca miały dwie osoby: Bratack i Jack O'Neill. Pierwszy z nich był jego nauczycielem i mentorem. To on uświadomił młodemu Jaffa, że Goa'uldzi nie są bogami, a do tego są od nich uzależnieni. Uzależnienie było jednak obopólne. Jaffa nie przeżyliby bez Goa'uldów a Goa'uldzi bez Jaffa.

Udało się wreszcie pokonać Władców planet przy pomocy koalicjantów, ale do rozwiązania pozostała jeszcze jedna zagadka. Czemu zakopano ziemskie wrota, bo przecież najeźcy odeszli. Mieli statki, więc pozbycie się kręgu nic nie dawało. Za zgodą członków drużyny SG-1 postanowiono wyjaśnić tę zagadkę. Wiedziano, że wrota moga przenieść ludzi w dowolny moment czasoprzestrzeni. Postanowiono wykorzystać tę właściwość. Znaleziono odpowiedni rozbłysk słoneczny i we właściwym czasie cała czwórka wraz z wyposażeniem weszła w horyzont zdarzeń. Gdy wyłonili się z wrót wciąż byli na Ziemii. Wrota miały sterownik na swoim miejscu, a oni stali na środku pustyni.

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293012345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

mirelka | mickey-didi | kamper | bryk8 | paulcia4 | Mailing